czwartek, 28 stycznia 2016

Zielona Wyspa Igor Ostachowicz

Tytuł: Zielona Wyspa
Autor: Igor Ostachowicz
Rok wydania: 2015
Ilość stron: 416
Wydawnictwo: W.A.B.
Moja cena: 4/10

Źródło
"Bezludna wyspa. Raj w wersji all inclusive dla singla. Samotność, cisza, krajobraz jak z katalogu – oferta biura podróży wydawała się idealna. Dla Magdy te wakacje miały być odskocznią od niesatysfakcjonującej codzienności u boku bogatego męża. Zamiast wymarzonej i dobrze opłaconej samotni dostała jednak towarzystwo tajemniczego mężczyzny. Kim jest nieznajomy? Skąd wziął się na wyspie? Co wydarzy się między nim a Magdą?"

Mąż Magdy ją zdradza i w ramach przeprosin funduje jej wakacje życia. Decyduje się ona na spędzenie ich w otoczeniu oceanu, skał i trawy. Jej mąż, choć sam jest niewierny, jest strasznie przewrażliwiony na tym punkcie u żony i co chwile o coś ją podejrzewa. Chce świętego spokoju, tak jak obiecano jej w biurze podróży. Jednak nie jest jej to dane ponieważ okazuje się, że na wyspie jest ktoś jeszcze. Obcy mężczyzna, również Polak. Fakt ten rozwściecza kobieta, jednak dość szybko wdaje się w romans z nowo poznanym. Wykazuje ona spore pociągi sadystyczne. Jest lekomanką, jej bagaż składa się głównie z tabletek. A tych jest sporo: od tych na przeczyszczenie, po te na sen. 

Książka zapowiadała się na naprawdę ciekawy thiller. Wiązałam z nią spore nadzieje, jednak spotkałam się ze sporym rozczarowaniem. Książka ma wciągający, interesujący początek i jako takie zakończenie. Jednak przez większość książki spotkamy się wyłącznie z niewiele wnoszącymi rozmyślaniami bohaterki, niekiedy nawet ciekawymi retrospekcjami z jej życia, nudnymi rozwlekłymi dialogami i sporej ilości przekleństw. Książka miała mieć chyba klimat filozoficzny z dawką czarnego humoru. No cóż, nie wyszło. Jest w niej po prostu mnóstwo pesymizmu, niezadowolenia, seksu i agresji, czasem przemocy. Jeśli koś lubi czytać o rozżalaniu się nad sobą i rozterkach to może i przez to przebrnie, ale ostrzegam będzie ciężko.

Powieść strasznie mnie zmęczyła. Nudziła mnie, usypiałam przy niej i choć 400 stron to nie tak dużo przeczytanie jej zajęło mi sporo czasu. Treść była strasznie rozwlekana, odniosłam wrażenie, że większą cześć tekstu można by spokojnie wyrzucić, była ona jakby przerywnikiem(przydługim) między początkiem a końcem i o wcale nie ciekawym. Miała chyba uśpić czujność i sprawić, że nie będziemy wiedzieli czego spodziewać się na końcu. Ja faktycznie nie wiedziałam i prawie bym się nie dowiedziała bo w pewnym momencie miałam ochotę odłożyć książkę na półkę, gdzie leżała przez ostatni rok. Mimo wszystko pióro autora jest lekkie i w miarę przyjemnie się czyta. Chyba tylko styl pisania i niejakie poczucie humoru w książce sprawiło, że ja doczytałam do końca. Nie sięgnę, jednak po wcześniejsze książki autora, które podobno są zdecydowanie lepsze. Przerosło mnie czytanie przez 2-3 kartki o tym jak Magdzie jest źle z tym, że zrobiła kupę po środkach przeczyszczający w pięknym, malowniczym miejscu na wzniesieniu, gdzie chodzi się po to by uwiecznić swą miłość, czego dowodem były  liczne zużyte prezerwatywy. 

-------------

Recenzja bierze udział w wyzwaniach: 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz