niedziela, 10 stycznia 2016

Łukasz Kotkowski "Fanaberia"


Tytuł : Fanaberia
Autor: Łukasz Kotkowski
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 401
Gatunek: Thiller, horror, kryminał
Oprawa: Miękka
Ocena: 9/10


"W niewyjaśnionych okolicznościach umiera dwudziestolatka. Policja szybko umarza sprawę, uznając śmierć Martyny za naturalną. Zaniepokojona przyjaciółka dziewczyny, Dorota, postanawia wyjaśnić przyczynę zgonu. Udaje się w tym celu do prywatnego detektywa, Tomasza Radziejowskiego, który w toku śledztwa zaczyna dostrzegać powiązania badanej sprawy z nierozwikłaną do końca przed laty serią bestialskich morderstw dokonanych na kilkunastu dzieciach. Co więcej, w międzyczasie zaczynają w okolicy ginąć bez śladu kolejne ofiary…

Czy detektywowi uda się rozwikłać niejasną przyczynę śmierci Martyny? 
Czy ma ona związek z brutalnym mordem dokonanym na grupie kilkulatków? 
Do czego może się posunąć człowiek z niezabliźnionym piętnem z dzieciństwa?"


To jedna z lepszych książek jakie czytałam - a czytałam ich mnóstwo. Jedno wielkie WOW. Idealne połączenie horroru, wątku miłosnego i lekkiej fantastyki. Książkę pochłonęłam w 2 dni, łącznie jakieś 4 godzinki. Mega wciągająca, jeży krew i pochłania cię w całości. Rzadko czytam książki polskich autorów - nie z wyboru, tak po prostu. Jak widać dużo tracę. Na pewno kiedyś wrócę do tej książki, by przeżyć tę historię na nowo. Niestety Pan Kotkowski nie wydał jeszcze żadnej innej książki, ale mam nadzieję, że to się zmieni.
 "Podobno potwory budzą się nocą. Tomasz sądził, że to nieprawda. Potwory budzą się wtedy, kiedy cień ogarnia naszą wyobraźnie. Raz rozbudzone panoszą się i czują się jak w domu, nieważne, jak bardzo chcielibyśmy wyrzucić je z udręczonego umysłu."
Nie bardzo wiem jak opisać tę powieść. Jedno mogę jednak powiedzieć na pewno - nie zwiedziecie się. Książka zaczyna się od pogrzebu, gdzie spotykamy Marka(spokojnie, to nie on leży w trumnie :P). Już sam prolog sprawił, że przyspieszyła mi krew w żyłach. Początki trzymają nas w napięciu i niepewności czy książka spocznie na laurach czy może rozwinie się z poczwarki w motyla. Rozwija się i to nie byle jak. O ile na początku byliśmy tylko trochę spięci to później dosłownie będziemy rozglądać się po pokoju i patrzeć czy coś nie czai się gdzieś po kątach. Ja sama miałam problem po tej lekturze zasnąć, więc nie polecam popełniać mojego błędu, nie czytajcie "Fanaberii" w nocy. Książka ma to do siebie, że kiedy wydaje nam się, że powody do strachu już minęły i w miarę uspokoiliśmy niepokój ten znowu powraca, często ze zdwojoną siłą. 
"W tym właśnie widzę prawdziwe piękno; w tym, co niewidoczne na pierwszy rzut oka, w tym, co trzeba odkryć, a nie zostać przez to zwalonym z nóg"
Zdecydowanym plusem w opowiadanej historii jest to, że wątek miłosny jest jak najbardziej poboczny. Nie umniejsza on walorów książki, ani nie powoduje, że bohater nagle robi się mężniejszy czy jest w stanie pokonać całe zło świata. Ta miłość jest jak najbardziej naturalna, pasuje do treści, staje się jej częścią, nie razi. Gdyby nie to z pewnością odłożyłabym tę książkę z miejsca, zwyczajnie nie dałabym rady, gdyby miłość nałożyła swoją tęczową barwę na treść.

Powiem wam, że nadal jestem pod mocnym wrażeniem po przeczytaniu tej książki. Uważam, że książka zdecydowanie zasłużyła na wysoką ocenę. Czytaliście może tę książkę ? Co wy o niej sądzicie?

------------------

Recenzja bierze udział w wyzwaniach:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz